niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 2

Od Autorek: Tym razem zupełnie nie wiem o czym to jest, gdyż iż ponieważ... No po prostu nie pisałam tego, a pisała to moja kuzynka. Mad, chcesz coś powiedzieć? "No tylko tyle że niedługo Niall, ale nie tutaj :p" No widzicie!! Fajnie się zapowiada, co?! Pisała dla was Jo ;D !! A teraz czas na twórczość Mad  xD .


I jak zwykle muzyczka... xD
Musiałam przyznać, że po wyjściu z windy zaczęłam się trochę bardziej denerwować. No bo kto wie, co to za jedna, ta brytyjska współlokatorka. Mogła być równie dobrze wykutą szarą myszką, co by mi odpowiadało, jak i wredną ladacznicą, która przywłaszczyłaby sobie całą łazienkę i miała w szafie setki kolorowych szpileczek na różne okazje. Nie daj Boże, gdyby miała chłopaka którego przemycałaby do naszego pokoju, żeby „się uczyć”. W takim układzie chyba jednak mogłabym spać w łazience, albo robić awanturę.
Zdałam sobie sprawę, że znów poniosła mnie wyobraźnia, z którą powinnam chyba pójść do psychiatry, bo takie rzeczy mi często chodziły po głowie, że módlcie się moherowe babcie. Stanęłam przed drzwiami, na których aż raziły w oczy złote litery 166. Nie wspominając już o tym, że jakby wstawić za 1 – 6 to byłby ciekawy pokój. Zapukałam i , słysząc zachęcające „Come in”, nacisnęłam klamkę. Moim oczom ukazał się na szczęście dość normalny pokoik, z dwoma oknami, w których wisiały bladoniebieskie firanki, pod kolor ścian, w trochę ciemniejszym odcieniu błękitu. Dwa łóżka po przeciwnych stronach, dość duża z pozoru drewniana szafa na ubrania – właściwie garderoba, z lustrem obok. Tyle zdążyłam zauważyć, zanim pojawiła się przede mną wysoka czarnowłosa studentka, ubrana w luźny modny sweter, wytarte dżinsy i martensy. Ani śladu różu i chłopaka na horyzoncie, więc w miarę usatysfakcjonowana, wyciągnęłam rękę.
- Hej, jestem….
- Madeleine, wiem. – uśmiechnęła się. – Sorry, ale nie mogłam się doczekać i powypytywałam o ciebie, a miła pani z recepcji była usłużna. – dorzuciła bezpośrednio.- Jestem Catherine Redwood, ale mów mi Cathy, bo nie znoszę tego pierwszego.
- Jasne. W sumie to mam na imię Magda, ale zapewne nikt z was tego nie wypowie, więc zostanie Maddie. – uścisnęłyśmy sobie ręce, po czym Cathy się odwróciła i wskazał na łóżko po lewej stronie. – Wiem, że sobie przywłaszczyłam to po prawej, ale byłam tak podekscytowana, że już wszystko rozrzuciłam, więc zostaje ci to drugie.
- Nie ma sprawy, widzę, że się dogadamy co do kwestii sprzątania pokoju. – powiedziałam, obserwując jak Cathy próbuje znaleźć telefon na kupce rozwalonych ciuchów koło łóżka.
- Och, no tak…. Już posprzątam, jak dasz mi kilka minut. – schowała ręce za siebie.
- Coś, ty, zostaw. Nie należę do pedantów, czy tym podobnych. – odparłam, kładąc swoje rzeczy obok biurka i zdejmując kurtkę. Klapnęłam na pościel i dopiero przy kontakcie z miękkim łóżkiem, zdałam sobie sprawę, jaka jestem zmęczona.
- Ha, widzę, że też ci się podoba łóżeczko. – zaśmiała się czarna, widząc moje wygibasy. -No, na to akurat nie można narzekać, bo są wygodne. Łazienka trochę ciasna, ale do wszystkiego idzie przywyknąć. Jestem tu od dwóch godzin, a już się czuję jak na swoim, luz.
- Widzę właśnie. Masz rację, a ja tam z przystosowywaniem się nie mam kłopotów. I nie narzekaj na łazienkę, widziałam gorsze w swoim życiu.
- Powiedzmy, że wierzę, ale ja tam lubię mieć dużo miejsca. – przewróciła oczami. – Co do reszty spraw, to powiem ci, że nawet fajne są laski z roku, które poznałam. Miłe towarzystwo to podstawa. A faceci…. Mmm, tu jest nieźle. – dodała z rozmarzeniem, potrząsając głową.
- Coś konkretnego masz na myśli? – od razu rozpoznałam to spojrzenie.
- Może, może. Na zajęciach zobaczysz, już ja o to zadbam. Pochodzę z małego miasta, tam nie ma takiego wyboru, a ta szkoła jest wyjątkowo udana, jeśli chodzi o przystojniaków, jak zdążyłam zauważyć.
- Cathy, nie zrozum mnie źle, ale jesteś tu dopiero kilka godzin. Jak ty zdążyłaś zrobić wywiad środowiskowy, co?
- Ma się specjalne talenty, moja droga. Musisz zobaczyć na własne oczy, co ci będę opowiadać. Tymczasem….- pociągnęła mnie do okna i usiadła na szerokim parapecie, zmuszając do tego samego. – Muszę cię lepiej poznać, nie sądzisz? Spędzimy szczęśliwe cztery lata w tej ciemnicy, mój współwięźniu.
- Co za żarty, proszę cię. Ja czterech lat nie przeżyję, to są STUDIA. – podkreśliłam, ze śmiechem. No, chociaż kontakt załapałyśmy, to był powód do radości. Cathy wydała mi się bardzo otwarta, a takie osoby lubiłam najbardziej i łatwo się do nich przyzwyczajałam.
- Musisz przeżyć, nie cierpię zmieniać współwięźniów, zawsze wtedy istnieje ryzyko dostania dupka z przydziału. – podsumowała, wzruszając ramionami. – Tak miałam w internacie w liceum, normalnie dziewczyna miała wypchanego pieska z którym spała. Duże dziecko i tak dalej. To był koszmar. A u ciebie?
- No, nie mieszkałam nigdy w internacie, miałam szkołę pod domem. – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Rodzicom zależało na budowaniu atmosfery rodzinnej, znasz te teksty. Wspólne obiady niedzielne, wypady na zakupy, gotowanie.
- Fajnie miałaś, zazdroszczę.
- Nie ma czego. To tylko pobożne życzenia, rzeczywistość wyglądała tak, że jadłam pizze, chodziłam sama na zakupy i zostawałam na noc. Jedyne, co było ok, to swoboda.
- No tak, u nas w Anglii jest podobnie, tyle, że to rodzice po czasie chcą, żeby dziecko się usamodzielniło i wiesz: kasa, coś tam jeszcze i leć dziecko. – zaśmiała się.
- A skąd dokładnie jesteś?
- Północ kraju, jest prawie jak w Skandynawii, choć krajobrazy polecam. – oznajmiła głosem niczym z reklamy biura podróży. Powstrzymałam śmiech. – Tu jest nawet ciepło, że tak powiem.
- Mi nie za bardzo, nasz klimat jest raczej ciepły. A tu ten deszcz….- pożaliłam się. – Ale to nie tak, bo zimno mi nie przeszkadza, nie bierz mnie za jakąś ofiarę losu .
- Spoko, wcale tak nie wyglądasz, ofiaro. – podsunęła, szturchając mnie.
- A idź! – nie patrząc na to, że miałyśmy po 19 lat, wzięłam do ręki poduszkę i kiedy koleżanka się nie spodziewała, z całej siły rzuciłam w nią jasiek. Nie pozostała mi dłużna i swój pierwszy wieczór w Oksfordzie spędziłam walcząc na poduszki w internacie. To nic, że trochę zawartości poduszek, a w sumie może i połowa , leżało teraz na podłodze. Zmęczone walką i podróżą, poszłyśmy spać około 3 rano, zapominając o zajęciach dnia następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz